FANDOM


Regiment był patrolowany teraz przez regularną armię, tak samo kasztele. Było pięć sześcioosobowych drużyn patrolowych z czego dwie patrolowały teren wokół. W tym samym czasie Kharlez włamał się do biura, gdzie był generał regimentalny, a Rets - do tymczasowych komnat generała. Wszystko było pozamykane, ale podkradli klucze ze stróżówki. Facet otworzył szuflady, wziął rozkazy wyjazdu oraz wszelkie oznaczenia. Potem włamał się do zbrojowni i ukradł parę pistoletów i karabinów. Retsuunochana powyjmowała rozmaite baretki oraz parę rzeczy, jak również wyjęła ważne dokumenty mówiące o postawieniu całego regimentu przed sądem wojskowym. Wilhelmina skombinowała mundury regularnych oddziałów, zarówno te męskie, jak i damskie. Wszyscy już spali, poza Przemkiem, który leżał i czekał na nich. Quint też nie spał, a Kalasher gnił w celi. Kiedy tylko Rets ustawiła lampę i skierowała odbite światło na papierku wówczas zaczął unosić się białawy dym, po czym pojawił się ogień. Ta dała w długą i spotkała w wejściu Kharleza.

- Masz wszystko? - spytała szeptem.

- Tak. A ty? - on też szeptał, aby nikt nie usłyszał.

- Ja też. Idziemy pod więzienne bloki, dajemy klucze i spadamy.

- Wilhelmina jeszcze jest. Podobno weźmie psa Lwowskiego.

- A na co jej?

- Nie wiem.

Skierowali się do cel i wzięli klucze. Pod koszarami przy drodze czekała Stanislausa. Rets podeszła, otworzyła przy pomocy czarów kraty, w lewej dłoni trzymała klucze do cel. Szepnęła do Przemka, ten się zerwał na równe nogi i wziął je. Obudził Salai, która poszła za nim. Szepnął też do Quinta.

- Uciekamy. Podobno chciałeś.

- Tak. Dawaj, nie tak prędko nas złapią.

- Ja z wami. - pierwszy raz, o dziwo, niejaki Wasieq się odezwał.

- Idiota regimentalny? - zdziwił się Przemek.

- A gdzie tam idiota? - mówił. - Symulant, o wszystkim wiem. Akcja "Ucieczka".

- Blefuje. - szepnęła Salai. Lwowski jednak, który był z kilkadzieścia metrów od nich usłyszał to.

- Nie blefuję. Wiecie czemu przyjechała inspekcja i aresztowali? Bo podobno była tutaj siatka szpiegów Aliansu. Mówili o Salai i jej przyjaciołach w Kasztelach. Dostali donos anonimowy. Od kobiety!

- Tarlia i Kalasher, to ich sprawka. - syknął Kaszub.

- Właśnie. Dowiedziałem się od pewnych osób.

- Dobra, choć. Jak tak, to jesteś taki jak my.

Tak więc była czwórka. Rets i Kharlez ogłuszyli strażników. Dołączyli do Quinta, Przemka, Salai i Wasieqa. Spotkali jednak wychodzącego z kompleksu więziennego... CreationKeepera.

- Ty. - stwierdził Kharlez gotowy do zabicia go. Miał pistolet wytłumiony, podobny do Welroda.

- Czekajcie. -  ale wtedy z psem podbiegła Wilhelmina. - Nie strzelajcie.

- Ciszej, kobieto. - syknął Wasieq. - Jeszcze się zbiegną.

- Obudziłem więźniów. - mówił Lwowski. - Dalej, jest 5:30, jeszcze śpią.

- Wilhelmino. - podeszła Stanislausa. - Czy jest coś o czym nie wiem?

- Tak mnie nazywacie?

- To jak się nazywasz?

Wilhelmina podeszła do idącego ku nim Lwowskiego i dała mu psa. Wtedy odpowiedziała.

- Jestem Lanedilia Lwowska, z domu van der Gorniłow.

- Żona Lwowskiego? - spytała Rets.

- Tak.

- Niezła sztuczka. - stwierdził Przemek.

- Nie wiedziałam. - powiedziała trochę bojaźliwie

- Chcemy uciec z wami. Kharlez, kiedy dostałeś cynk o przyjeździe generała to byłem ja. Używałem modulatora głosu przez komórkę, kiedy byłem w drodze do koszar.

- To byłeś ty?

- Ja. Lanedilia mi wysłała ostrzeżenie.

Teraz wszystko było jasne. Lanedilia Lwowska, znana innym jako Wilhelmina Yao znana była z prawdziwego imienia i nazwiska tylko przez generałów, którzy tutaj przyjechali i generała Jenshasona. Kalasher też ją niestety znał. Była to jedna z najpilniej strzeżonych tajemnic regimentu.

- Dobra, wszystko opowiemy sobie po drodze.

W koszarach wybuchł już pożar, a żołnierze regularni wzięli wąż z wozów strażackich w bazie i zaczęli gasić ogień. Tymczasem dezerterzy uciekli na plac, przejęli broń i dali w długą w okoliczne miejsca. Stanislausa, Rets, Lanedilia, Przemek, Kharlez, Arcturus, Wasieq, Salai oraz Sergiusz skryli się w krzakach i zdjęli mundury, zmieniając je na te należące do lotnictwa. Lwowscy dali podrobione dokumenty. Przemek miał być Sztandarowym organizacyjnym, dowódcą szwadronu myśliwców bombardujących Zakonu, który ponoć walczył w bitwie o CreepyTown i nad Grenlandią, lecz zostali zestrzeleni i oddelegowani do Centrum, gdzie ponoć mieli otrzymać wygodne kwatery niedaleko Placu Chatowania[1]. Arcturus, Serek i Wasieq Dowódcami, czyli sierżantami. Pozostali dostali stanowisko Komturów. Założyli plecaki, mundury wrzucili do swoich plecaków złożone, zaś karabiny dali na prawo od plecaków, zawieszone na prawym barku. Teraz ubrani w mundury podobne do francuskich z okresu Wielkiej Wojny ruszyli w kierunku Centralii biegiem. Gdy słońce już świtało Kasztele, dzięki temu że dezerterzy mieli kontakty w innych placówkach, również zrobiły się opuszczone. Doszli na dworzec kolejowy, skąd mieli nadzieję dotrzeć do HallenWest. Po prawdzie mogli też dzięki niemu dojechać do Metropolii, ale chcieli jeszcze zahaczyć o CreepyTown, kwitnącą metropolię nad CreepySea.

Dworzec wyglądał jak typowy budynek piętrowy. Na parterze była poczekalnia, po zachodniej stronie okienko sprzedające bilety, zaś północna i wschodnia strona składały się z wielkich okien. Co ciekawe był tam też bar, w którym można było coś zjeść, a zajmował niewielką część wschodniej ściany. Na piętrze znajdowały się biura pracowników dworca. Wszystko było białe lub szare, ławki tylko niebieskie. Istniały tylko cztery tory kolejowe, z których dwa były dla tych pociągów co się nie zatrzymywały, a dwa pozostałe - dla pociągów zatrzymujących się na stacji Centralia. Przemek i reszta podeszli.

- Tak, panowie zakonnicy? - spytał ich sennie kasjer.

- Rozkazy wyjazdu podpisane przez naszego przełożonego. - dał mu dokumenty. - Kierunek: HallenWest.

Kasjer spojrzał, po czym dał im wydrukowane bilety specjalne, dla żołnierzy.

- Proszę pokazać konduktorowi, gdy będzie sprawdzał bilety. Życzę miłego dnia.

- Nawzajem. - odpowiedział mu Przemek.

Minutę później już czekali na dworcu, na peronie, gdzie zatrzymywały się pociągi jadące w stronę południowo-zachodnią, a więc do HallenWest, CreepyTown i Metropolii. Kilku ich kolegów, teraz dezerterów czekało w haszczach, aby prześlizgnąć się do wagonów z tyłu, bagażowych i do szufladek pod pociągiem. Dziewiątka ich zauważyła, ale nic nie powiedziała. Najwyraźniej żołnierze 110. Regimentu nie rozpoznali swoich kolegów. Tymczasem Tarlia zauważyła ich stojąc na wiadukcie nad torami kolejowymi, idąc od strony ulicy Gwiaździstej w kierunku Miodowej. Wypatrzyla ich aparatem w komórce, na nieszczęście swoje jednakże oni nie zauważyli jej. Siedzieli na żółtej ławce pod niebieską wiatą, było 37 stopni w cieniu, więc rozpięli pod szyją swoje mundury, a czapki schowali do plecaka. Przemek zdołał im kupić za pieniądze Arcturusa, który trzymał w swoim mieszkaniu kilkadziesiąt milionów funtów krajowych. Wziął 50 funtów i przyniósł lody w rożku. Niestety były tylko śmietankowe, ale Lwowskiemu to nie przeszkadzało, bo uwielbiał takie. Phlox, pies Lwowskich leżał sobie, ale gdy zobaczył że Ludzie Realni jedzą lody siedział i piszczał.

- No już dobrze, łasuchu psi. - powiedział CK, wziął na palec trochę loda i dał mu.

Była 6:40, a wtedy widać było jak jedzie pociąg. Gdy zwolnił, z krzaków wyszli dezerterzy i w cywilnych ciuchach pojawili się na dworcu jedni, kupując bilety, a drudzy usadowili się na dachach lub weszli pod pociąg, jednak nie ponieśli śmierci, tylko weszli do tych całych skrytek. Dorobek zawiesili na specjalnie skonstruowanych haczykach. Dziewiątka wsiadła do pociągu, podała konduktorowi bilety i dokumenty, wsiedli, zajęli przedział w trzecim wagonie na górnym poziomie. Pociąg wyglądał jak połączenie lokomotywy EU47 Hetman z czterema wagonami Bombardier Twindexx. Posiadał jednak wydzielone przedziały po 8 siedzeń każdy i z ekskluzywnym stolikiem na środku. Weszli po schodach do góry i wzięli przedział z numerem 4. Przodem do kierunku jazdy usiedli od drzwi w kierunku okna: Quint, Kharlez, Przemek i Stanislausa, zaś od strony lokomotywy w takim samym schemacie - Wasieq, Retsuunochana, Salai oraz Arcturus i Lanedilia Lwowscy, nieco ściśnięci ale to im nie przeszkadzało. Usiedli, walizki wzięli w luki bagażowe nad sobą i wyciągnęli kilka rzeczy, jak flaszki, chipsy, menażki z wodą, sucharki słone i Coca-Colę w puszkach. Arcturus dodatkowo wyciągnął swój laptop, który zabrał ze sobą i podłączył do kontaktu. Urządzenie było na tyle sprytne, że nie można było go namierzyć nawet jeśli było podłączone do sieci. Wkrótce dało się słyszeć gwizdki konduktorów i pociąg z wolna ruszył z dworca w Centralii. Phlox usiadł pod stolikiem, kładąc swój kudłaty łeb na kolanach Nexusianki. Wtedy zastukały drzwi i wszedł robot kontrolujący bilety.

- Dzień dobry. - powiedział. - Bilety do kontroli.

Wszyscy podali mu bilety, a wilczur tylko się spojrzał, po czym odwrócił natychmiast łeb. Podali mu bilety i dokumenty "upoważniające ich" do wyjazdu do HallenWest. Mieli też dokumenty specjalnie na wyjazd do CreepyTown i Metropolii.

- Dziękuję. Życzę miłej podróży panu Sztandarowy organizacyjny i pana podwładnym.

Gdy tylko pojechał dalej, a Ci z powrotem się zajęli zajęciami Wasieq zwrócił się do Przemka:

- Tak, szkoda żeś się nie mianował kapitanem. Byłoby nieźle.

- Zwariowałeś? - stuknął się w czoło. - Kapitan to za dużo. A Dowódca za mało.

- Heh. - wtrącił się Kaszub. - Wiem o tym. A z kolei Sztandarowy organizacyjny jest w sam raz, co nie?

- Pewnie. Wszyscy wiedzą, że Sztandarowy, nieważne jaki, jest kanalia i wszystkiego się czepia.

- O nie. - stwierdził CreationKeeper. - Miałem kiedyś u siebie Sztandarowego. Bodajże zakonnego. Czuły i wyrozumiały człowiek. Brakuje już takich na tym świecie niestety.

- Hah. - tym razem Salai sie wtrąciła. - A gdzie to było, "bracie Dowódco"?

- A czy to ważne? Mniej wiesz, krócej będziesz przesłuchiwany, jak mawia przysłowie.

Wszyscy się zaczęli głośno śmiać. Żłopali tokaj jaki im Nexusianie dali, w innym przypadku zaś podkradzioną z kredensu Starszego Kalashera przez Retsu butelkę wódki. Sama miała z kolei słynne dla osób niepełnoletnich piwo kremowe, które chlała jak jakaś pijaczka. Zauważyli dym wzbijający się wysoko z Kaszteli i Regimentu. Już byli poza zasięgiem Kalashera i generała. Już byli wolni. Od tej chwili byli Creepy Dezerterami, jeszcze jednak nie ściganymi przez żandarmów państw Fantazji.


<< Poprzedni rozdział Następny rozdział >>

Przypisy

  1. Główny plac Centrum. Jest rodzajem Hyde Parku, Times Square i innych najbardziej popularnych placów i parków w Rzeczywistości.

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki