FANDOM


Regiment był patrolowany teraz przez regularną armię, tak samo kasztele. Było pięć sześcioosobowych drużyn patrolowych z czego dwie patrolowały teren wokół. W tym samym czasie Primaris włamał się do biura, gdzie był generał regimentalny, a Rets - do tymczasowych komnat generała. Wszystko było pozamykane, ale podkradli klucze ze stróżówki. Facet otworzył szuflady, wziął rozkazy wyjazdu oraz wszelkie oznaczenia. Potem włamał się do zbrojowni i ukradł parę pistoletów i karabinów. Carina Elizaabeth Seranthi powyjmowała rozmaite baretki oraz parę rzeczy, jak również wyjęła ważne dokumenty mówiące o postawieniu całego regimentu przed sądem wojskowym. Wilhelmina skombinowała mundury regularnych oddziałów, zarówno te męskie, jak i damskie. Wszyscy już spali, poza Przemkiem, który leżał i czekał na nich. Serek też nie spał, a Kalasher gnił w celi. Kiedy tylko Carina ustawiła lampę i skierowała odbite światło na papierku wówczas zaczął unosić się białawy dym, po czym pojawił się ogień. Ta dała w długą i spotkała w wejściu Magosa.

- Masz wszystko? - spytała szeptem.

- Tak. A ty? - on też szeptał, aby nikt nie usłyszał.

- Ja też. Idziemy pod więzienne bloki, dajemy klucze i spadamy.

- Wilhelmina jeszcze jest. Podobno weźmie psa Lwowskiego.

- A na co jej?

- Nie wiem.

Skierowali się do cel i wzięli klucze. Pod koszarami przy drodze czekała Stanislausa. Carina podeszła, otworzyła przy pomocy czarów kraty, w lewej dłoni trzymała klucze do cel. Szepnęła do Przemka, ten się zerwał na równe nogi i wziął je. Obudził Lilith, która poszła za nim. Szepnął też do Serka.

- Uciekamy. Podobno chciałeś.

- Tak. Dawaj, nie tak prędko nas złapią.

- Ja z wami. - pierwszy raz, o dziwo, niejaki Zieqeu się odezwał.

- Idiota regimentalny? - zdziwił się Przemek.

- A gdzie tam idiota? - mówił. - Symulant, o wszystkim wiem. Akcja "Ucieczka".

- Blefuje. - szepnęła Lilith. Lwowski jednak, który był z kilkadzieścia metrów od nich usłyszał to.

- Nie blefuję! Wiecie czemu przyjechała inspekcja i aresztowali? Bo podobno była tutaj siatka szpiegów Aliansu. Mówili o ordynans Lwowskiego i jej przyjaciołach w Kasztelach. Dostali donos anonimowy. Od kobiety!

- Tarlia i Kalasher, to ich sprawka. - syknął Serek.

- Właśnie! Dowiedziałem się od pewnych osób.

- Dobra, choć! Jak tak, to jesteś taki jak my.

Tak więc była czwórka. Carina i Magos ogłuszyli strażników. Dołączyli do Serka, Przemka, Lilith i Zieqeua. Spotkali jednak wychodzącego z kompleksu więziennego... CreationKeepera.

- Ty! - stwierdził Primaris gotowy do zabicia go. Miał pistolet wytłumiony, podobny do Welroda.

- Czekajcie! -  ale wtedy z psem podbiegła Wilhelmina. - Nie strzelajcie!

- Ciszej, kobieto! - syknął Zieqeu. - Jeszcze się zbiegną.

- Obudziłem więźniów. - mówił Lwowski. - Dalej, jest 5:30, jeszcze śpią wartownicy i generałowie

- Wilhelmino. - podeszła Stanislausa. - Czy jest coś o czym nie wiem?

- Tak mnie nazywacie?

- To jak się nazywasz?

Wilhelmina podeszła do idącego ku nim Lwowskiego i dała mu psa. Wtedy odpowiedziała.

- Jestem Lanedilia Lwowska, z domu van der Gorniłow.

- Żona Lwowskiego? - spytała Carelisera.

- Tak!

- Niezła sztuczka! - stwierdził Przemysław. - Ale Ciebie poznałem z czasem.

- Wiem. Arcturus, jak z Wami walczył na Linii Wschodniej z Chimerami i bronił Bermudii wtedy. Opowiadał mi o was. To teraz stajemy oko w oko.

- Nie wiedziałam. - powiedziała Seranthi trochę bojaźliwie.

- Chcemy uciec z wami. - mówił Arcturus. - Primaris, kiedy dostałeś cynk o przyjeździe generała to byłem ja. Używałem modulatora głosu przez komórkę, kiedy byłem w drodze do koszar.

- To byłeś ty?

- Ja. Lanedilia mi wysłała ostrzeżenie. Swoją drogą nie chciałem abyście mnie poznali. Wiem że się wydawało iż to ja ten sam, ale celowo zastosowałem kilka zabiegów kosmetycznych. Dzięki temu uśpiłem waszą czujność. Od początku zamierzaliśmy uciec. Bohaterskie wyczyny w Lich City, na Linii Wschodniej i wielu innych miejscach, bitwach czy kampaniach naszą sytuację ratują. Jako powód podamy, jeśli nas nie daj Boże złapią podamy pucz przeprowadzony przez Kalashera.

Teraz wszystko było jasne. Lanedilia Lwowska, znana innym jako Wilhelmina Yao znana była z prawdziwego imienia i nazwiska tylko przez generałów, którzy tutaj przyjechali i generała Jenshasona. Kalasher też ją niestety znał. Była to jedna z najpilniej strzeżonych tajemnic regimentu.

- Dobra, wszystko opowiemy sobie po drodze.

W koszarach wybuchł już pożar, a żołnierze regularni wzięli wąż z wozów strażackich w bazie i zaczęli gasić ogień. Tymczasem dezerterzy uciekli na plac, przejęli broń i dali w długą w okoliczne miejsca. Stanislausa, Carelisera, Lanedilia, Przemek, Primaris, Arcturus, Zieqeu, Lilith oraz Bartholomeo skryli się w krzakach i zdjęli mundury, zmieniając je na te należące do lotnictwa. Lwowscy dali podrobione dokumenty. Przemek miał być Sztandarowym organizacyjnym, dowódcą szwadronu myśliwców bombardujących Zakonu, który ponoć walczył w bitwie o Lich City i nad Grenlandią, lecz zostali zestrzeleni i oddelegowani do Centrum, gdzie ponoć mieli otrzymać wygodne kwatery niedaleko Placu Chatowania[1]. Arcturus, Serek i Zieqeu Dowódcami, czyli sierżantami. Pozostali dostali stanowisko Komturów. Założyli plecaki, mundury wrzucili do swoich plecaków złożone, zaś karabiny dali na prawo od plecaków, zawieszone na prawym barku. Teraz ubrani w mundury podobne do francuskich z okresu Wielkiej Wojny ruszyli w kierunku Centralii biegiem. Gdy słońce już świtało Kasztele, dzięki temu że dezerterzy mieli kontakty w innych placówkach, również zrobiły się opuszczone. Doszli na dworzec kolejowy, skąd mieli nadzieję dotrzeć do Nordregu. Po prawdzie mogli też dzięki niemu dojechać do Metropolii, ale chcieli jeszcze zahaczyć o Lich City, kwitnącą metropolię nad Spice Sea.

Dworzec wyglądał jak typowy budynek piętrowy. Na parterze była poczekalnia, po zachodniej stronie okienko sprzedające bilety, zaś północna i wschodnia strona składały się z wielkich okien. Co ciekawe był tam też bar, w którym można było coś zjeść, a zajmował niewielką część wschodniej ściany. Na piętrze znajdowały się biura pracowników dworca. Wszystko było białe lub szare, ławki tylko niebieskie. Istniały tylko cztery tory kolejowe, z których dwa były dla tych pociągów co się nie zatrzymywały, a dwa pozostałe - dla pociągów zatrzymujących się na stacji Centralia. Przemek i reszta podeszli.

- Tak, panowie zakonnicy? - spytał ich sennie kasjer.

- Rozkazy wyjazdu podpisane przez naszego przełożonego. - dał mu dokumenty. - Kierunek: Nordreg.

Kasjer spojrzał, po czym dał im wydrukowane bilety specjalne, dla żołnierzy.

- Proszę pokazać konduktorowi, gdy będzie sprawdzał bilety. Życzę miłego dnia.

- Nawzajem. - odpowiedział mu Przemek.

Minutę później już czekali na dworcu, na peronie, gdzie zatrzymywały się pociągi jadące w stronę południowo-zachodnią, a więc do Nordregu, Lich City i Metropolii. Kilku ich kolegów, teraz dezerterów czekało w haszczach, aby prześlizgnąć się do wagonów z tyłu, bagażowych i do szufladek pod pociągiem. Dziewiątka ich zauważyła, ale nic nie powiedziała. Najwyraźniej żołnierze 110. Regimentu nie rozpoznali swoich kolegów. Tymczasem Tarlia zauważyła ich stojąc na wiadukcie nad torami kolejowymi, idąc od strony ulicy Gwiaździstej w kierunku Miodowej. Wypatrzyła ich aparatem w komórce, na nieszczęście swoje jednakże oni nie zauważyli jej. Siedzieli na żółtej ławce pod niebieską wiatą, było 37 stopni w cieniu, więc rozpięli pod szyją swoje mundury, a czapki schowali do plecaka. Przemek zdołał im kupić za pieniądze Arcturusa, który trzymał w swoim mieszkaniu kilkadziesiąt milionów funtów krajowych. Wziął 50 funtów i przyniósł lody w rożku. Niestety były tylko śmietankowe, ale Lwowskiemu to nie przeszkadzało, bo uwielbiał takie. Phlox, pies Lwowskich leżał sobie, ale gdy zobaczył że Ludzie Realni jedzą lody siedział i piszczał.

- No już dobrze, łasuchu psi. - powiedział CK, wziął na palec trochę loda i dał mu.

Była 6:40, a wtedy widać było jak jedzie pociąg. Gdy zwolnił, z krzaków wyszli dezerterzy i w cywilnych ciuchach pojawili się na dworcu jedni, kupując bilety, a drudzy usadowili się na dachach lub weszli pod pociąg, jednak nie ponieśli śmierci, tylko weszli do tych całych skrytek. Dorobek zawiesili na specjalnie skonstruowanych haczykach. Dziewiątka wsiadła do pociągu, podała konduktorowi bilety i dokumenty, wsiedli, zajęli przedział w trzecim wagonie na górnym poziomie. Pociąg wyglądał jak połączenie lokomotywy EU47 Hetman z czterema wagonami Bombardier Twindexx. Posiadał jednak wydzielone przedziały po 8 siedzeń każdy i z ekskluzywnym stolikiem na środku. Weszli po schodach do góry i wzięli przedział z numerem 4. Przodem do kierunku jazdy usiedli od drzwi w kierunku okna: Serek, Magos, Przemek i Stanislausa, zaś od strony lokomotywy w takim samym schemacie - Zieqeu, Carina Seranthi, Lilith Darkborn oraz Arcturus i Lanedilia Lwowscy, nieco ściśnięci ale to im nie przeszkadzało. Usiedli, walizki wzięli w luki bagażowe nad sobą i wyciągnęli kilka rzeczy, jak flaszki, chipsy, menażki z wodą, sucharki słone i Coca-Colę w puszkach. Arcturus dodatkowo wyciągnął swój laptop, który zabrał ze sobą i podłączył do kontaktu. Urządzenie było na tyle sprytne, że nie można było go namierzyć nawet jeśli było podłączone do sieci. Wkrótce dało się słyszeć gwizdki konduktorów i pociąg z wolna ruszył z dworca w Centralii. Phlox usiadł pod stolikiem, kładąc swój kudłaty łeb na kolanach Nexusianki. Wtedy zastukały drzwi i wszedł robot kontrolujący bilety.

- Dzień dobry. - powiedział. - Bilety do kontroli.

Wszyscy podali mu bilety, a wilczur tylko się spojrzał, po czym odwrócił natychmiast łeb. Podali mu bilety i dokumenty "upoważniające ich" do wyjazdu do Nordregu. Mieli też dokumenty specjalnie na wyjazd do Lich City i Metropolii.

- Dziękuję. Życzę miłej podróży panu Sztandarowy Organizacyjny i pana podwładnym.

Gdy tylko pojechał dalej, a Ci z powrotem się zajęli zajęciami Zieqeu zwrócił się do Przemka:

- Tak, szkoda żeś się nie mianował kapitanem. Byłoby nieźle.

- Zwariowałeś? - stuknął się w czoło. - Kapitan to za dużo. A Dowódca za mało.

- Heh! - wtrącił się Draca. - Wiem o tym. A z kolei Sztandarowy organizacyjny jest w sam raz, co nie?

- Pewnie. Wszyscy wiedzą, że Sztandarowy, nieważne jaki, jest kanalia i wszystkiego się czepia.

- O nie. - stwierdził CreationKeeper. - Miałem kiedyś u siebie Sztandarowego. Bodajże zakonnego. Czuły i wyrozumiały człowiek. Brakuje już takich na tym świecie niestety.

- Hah! - tym razem Lilith się wtrąciła. - A gdzie to było, "bracie Dowódco"?

- A czy to ważne? Mniej wiesz, krócej będziesz przesłuchiwany, jak mawia przysłowie.

Wszyscy się zaczęli głośno śmiać. Żłopali tokaj jaki im Nexusianie dali, w innym przypadku zaś podkradzioną z kredensu Starszego Kalashera przez Carinę butelkę wódki. Sama miała z kolei słynne dla osób niepełnoletnich piwo kremowe, które chlała jak jakaś pijaczka. Zauważyli dym wzbijający się wysoko z Kaszteli i Regimentu. Już byli poza zasięgiem Kalashera i generała. Już byli wolni. Od tej chwili byli Creepy Dezerterami, jeszcze jednak nie ściganymi przez żandarmów państw Fantazji.


<< Poprzedni rozdział Następny rozdział >>

Przypisy

  1. Główny plac Centrum. Jest rodzajem Hyde Parku, Times Square i innych najbardziej popularnych placów i parków w Rzeczywistości.

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.