FANDOM


Nastał wieczór i wszyscy mieli już dość przewrotów, walk czy innych rzeczy. Lwowski i Yao zamówili taksówkę i pojechali na miasto. Naczelny Technik wraz z Przemkiem zajęli się czymś co miało związek z Federacją Welffowską, Lilith wspominała zaś radosne chwile w czasach przed Wojną o Pokój na Gai Bermudii, zanim pod koniec lipca w apogeum konfliktu oraz przechyleniu szali zwycięstwa na stronę Koalicji wspomniana Federacja najechała państwo, jakim rządziła - Piekło. Był 07 sierpnia, a o 19 zamiast 35 stopni w cieniu i suszy nagle spadł deszcz. To było normalne, anomalie nawiedzały różne regiony wyspy niejeden raz[1]. Ściemniało się, a jedynym sposobem przyjechania do koszar jak najszybciej omijając korki w miasteczku było przejechanie przez osiedlowe uliczki, często słabo oświetlone. A te między przemysłową, a nie-ludzi były znane z wątpliwej sławy, na szczęście mieli krótki odcinek do przejechania. Przynajmniej nie było to przez slumsy, na dodatek nadjeżdżali od strony Nordregu, to jest jednej z większych w tym regionie aglomeracji.

Wkrótce jednak pewien samochód zablokował im drogę. Kierowca krzyknął:

- Jak jedziesz, pijaku?

- Ja pijak? - odezwał się tamten. - To ty jesteś pijany.

- To ja miałem pierwszeństwo, byłem na tej z pierwszeństwem.

- Tak, jasne. Przecież widać znak "Ustąp pierwszeństwa".

Zdenerwowany CreationKeeper spytał:

- Dlaczego nie jedziemy?

- Jakiś pijak zajechał nam drogę.

- Ja Ci pokażę. Bydlaku.

Wilhelmina siedziała na prawo od niego. Arcturus wstał z siedzenia jakie zajmował w samochodzie, a było to lewe tylne i położył prawą rękę na pistolecie. Jednak zanim wyjął z kabury swoją przypominającą kształtem Lugera P08 spluwę nagle ktoś go wziął z tyłu, związał ręce i nogi oraz założył na oczy białą przepaskę. Następnie poczuł osiem dłoni na swoim ciele, które go gdzieś ciągnęły. Panna Yao się zdenerwowała, walczyła wykorzystując sztuki walki i swoją szablę, ale ktoś ją złapał, ogłuszył i mówił kierowcy, by odjechał do garnizonu, strasząc go karabinem. Lwowski stwierdził, że są trzy opcje: albo wzięli go zwolennicy Aliansu Sług, albo postanowili go pobić i ograbić ze wszelkich kosztowności lokalni mieszkańcy, albo też to sprawka zwolenników Kalashera. To trzecie było jak najbardziej prawdopodobnie, zważywszy na ich język, jakim był rosyjski. Poczuł jak ktoś zakłada linę na jego barki i ciągnie w górę. Zdołał usłyszeć szepty:

- Dobra, mamy tego s********. Teraz go dawaj do kibla.

Lwowski poczuł zimno na stopach, potem na nogach i tak do pasa. Zaczął też czuć, że lina była też na pasie i nogach. W końcu poczuł odór toalety.

- Rjebjata! - powiedział jeden. - Nagle sobie pomyślałem że jak ktoś tutaj wejdzie to się potwornie przerazi głowy pana pułkownika.

- To niech śpi jak nieżywy, a nie idzie do kibla po nocy! - powiedział ktoś basem po polsku.

- Spuśćcie go niżej, wtedy będzie można nawet usiąść. - odparł inny po angielsku z rosyjskim akcentem.

Usłyszał jak zakrywali miejsce do siadania, bujają go i dają mu maskę do oddychania pod wodą, po czym całego spuszczają do tej substancji. Wiedział, że miała bardzo nieprzyjemną woń. Stał w tej cieczy przez jakieś pół godziny, począł się wiercić, chciał by go wypuszczono, myślał że straci wzrok. Wtedy usiłował się pocieszyć wspomnieniami jak walczył w bitwie o Lich City, w której poległ lider ataku na planetę - Agrinord - i dzięki której zamiast przegrywać Koalicja zaczęła wygrywać nad Aliansem Sług. Przypomniał sobie, jak walczył jako lider Wspólnoty, jak założył eskadrę osobistą, nazywaną 1. Pałacowym Regimentem Powietrznym Nexusa, a czasem również Rycerzami Niebios[2]. Wspominał też sobie, że przecież miał żonę, z którą dzieli życiowe niedole. I wtedy dodawał sobie siły myślą, że ma inną, prywatną wojnę do wygrania. Mianowicie Wielką Krucjatę Nexusiańską, wojnę mającą na celu unifikację terenów podzielonych przez 3 stulecia w wyniku upadku Arcyimperium Nexusa oraz ustanowienia nowej wspólnoty i że bez niego Krucjata zakończy się klęską. Wkrótce jednak usłyszał jak ktoś otwiera drewniane drzwi i wchodzi do toalety. Był to mężczyzna. Kiedy tylko otworzył drzwi od kabiny, wkrótce zobaczył linę. Zaczął ją ciągnąć, a gdy zobaczył ludzką głowę... zakrzyczał z przerażenia. Mimo wszystko dał radę go wyciągnąć. CreationKeeper cuchnął tak, jakby nikt go nie mył od 10 lat, na dodatek rozmaitymi odchodami z kibla w które go zanurzono.

O 4 nad ranem następnego dnia leżał w szpitalu. Umyto go, sprawdzono czy nie ucierpiał, zbadano wzrok i słuch, zrobiono wszystkie podstawowe badania. Godzinę wcześniej przybyła do niego Wilhelmina, która przepędziła lekarzy, a potem się go zapytała:

- Coś Ci jest?

- Na szczęście nie.

- Co to za s******** nas napadły? - mówiła przez zęby. - Dorwę ich i zmienię w karmę dla kotów.

- Dowodów nie mam, ale stawiam na zwolenników Kalashera.

- Przecież Ci staliniści zostali aresztowani!

- Nie tylko tutaj miał zwolenników. W okolicznych regimentach, batalionach i legionach, zwłaszcza karnych, odnotowano podobne przypadki co poprzedniej nocy.

- Wyślę meldunki do całej reszty.

Kiedy tylko wyszła z pokoju nr 198 w szpitalu wojskowym w Centralii natychmiast pognała do najbliższej windy. Stamtąd wyszła trójka lekarzy, którzy nieśli jego wyniki.

- Zobaczymy co tym razem powie! - powiedział stary krasnoludzki lekarz z wąsami w umundurowaniu regularnych wojsk Zakonu w stopniu majora do łysego gobliniego w stopniu podpułkownika. - Nie zdziwię się, jak powie że zaatakowała go załoga nazistowskiego U-Boota, który jakimś cudem przedarł się przez patrole wokół koła podbiegunowego północnego, ominął flotę Federacji, jakimś cudem wpłynęła do pobliskiej rzeki po czym rurami kanalizacyjnymi podpłynęła do sracza i tam zakotwiczała w oczekiwaniu na brata pułkownika garnizonowego.

Zaczął się całkiem mocno śmiać. Oprócz goblina i krasnoluda szedł z nimi też elf, młody jeszcze, nawet jak na wiek jego rasy. Miał rangę porucznika. Szli długim korytarzem, gdzie na podłodze było linoleum, a na ścianach kafelki. Całe przejście przypominało odwróconą literę "U", długą gdzieś na oko na jakieś 400 metrów w jedną i 300 w drugą, zaś szerokość była od jednej ściany do drugiej z jakieś 150 metrów. Oprócz nich chodziły też w jedną lub drugą stronę pielęgniarki w ubiorze podobnym do tego jaki noszono w czasie Pierwszej Wojny Światowej. Ciągnęły lub pchały łóżka, na szczęście puste, a jeszcze z miesiąc temu leżeli na nich ranni żołnierze państw ONZ, Rycerzy Wielkiego Pokoju, cywilizacji całej Fantazji i Federacji. Lekarze to wiedzieli, więc starali się nie patrzeć na łóżka, jak przejeżdżały. Wkrótce weszli do pokoju nr 198. W przeciwieństwie do wszystkich pokoi w barakach, zbudowanych na planie kwadratu lub prostokąta wyglądając jak bryła i z białymi jak kości ścianami, gdzie istniało tylko trochę okien i obrazków, głównie map i wielkich dowódców armii lokalnej czy zakonnej oraz plakatów propagandowych tutaj na wysokość klamki ściany były żółte, a wyżej - błękitne i nic nie było na nie naklejone lub też zawieszone. Lwowski leżał w łóżku, osłabionego umyto, położono do łóżka oraz dano potrzebne antybiotyki albo inne medykamenty. Gdy weszli, leżał gapiąc się w okno.

- Panie pułkowniku garnizonowy. - powiedział goblin.

- Ała! - zawył z bólu CreationKeeper, ponieważ ów lekarz usiadł na bryczy szpitalnej i na jego lewej nodze.

- Przepraszam. - podniósł się i wziął małe, ciemne, drewniane krzesełko. - Zeszłej nocy powiedział pan, że miał na sobie galowy mundur Wspólnoty Nexusa, o kolorze czarnym ze złotymi paskami, to jest w takim kolorze koszula sweterkowa, spodnie bawełniane, kamasze i czapkę podobną do tej używanej przez Armię Imperium Rosyjskiego przeszło 100 lat temu, lecz z oznaczeniami Wspólnoty. Tymczasem pański ordynans, jeniec yyy... - spojrzał w tabliczkę, którą dał mu elf. - Lilith Zrodzona w Mroku z Piekła zeznały, że były one w szafie. Tylko adiutantka, Wilhelmina Yao potwierdza pana teorię.

- Możliwe, że Lilith ma rację, ale to Wilhelmina powinna ją mówić. Jeńcom nie należy ufać, doktorze.

- No właśnie. - pokiwał na tak głową. - To podważa wiarygodność pana wcześniejszych zeznań. Musi więc pan powiedzieć ostatecznie jaki strój pan miał.

- Tak jak mówi Wilhelmina. - denerwował się, mówił szybko i niemalże jakby zaraz miał wybuchnąć wściekłością. - No przecież ja pojechałem na miasto uroczyście, inaczej nie jadę jak w stroju galowym do ekskluzywnej restauracji czy luksusowych miejsc.

- Ano tak. Bo pan teraz zeznaje cały czas, że napadli pana islamiści razem ze Sługami. Dopiero później stwierdził pan że to niemożliwe w Centralii i pod wpływem presji zeznał pan, że to prędzej ugrupowanie komunistyczne Kalashera działające w ramach organizacji wywrotowej zwanej Związek Rad.

- W nocy wszystkie koty są czarne, mogłem się po prostu pomylić.

- Czy czyta pan powieści podróżnicze? - spytał krasnolud podchodząc do bryczy z prawej strony leżącego. - Względnie - podróżniczo-awanturnicze.

- Różne powieści czytam. - powiedział Arcturus. - Mam dobrą pamięć, ale i tak nie powinno mieć to na mnie żadnego wpływu.

- Nie szkodzi że pan tak uważa. Pańska podświadomość wraz z pamięcią wywołuje spontaniczne wybuchy, które sprawiają, że pan zaczyna je cytować w często nieodpowiednich momentach.

- Bardzo wątpię.

Elf-major podał goblinowi książkę. Ten ją otworzył na losowej stronie, spojrzał na nią, obrócił zamkniętą, znowu otworzył, tym razem na całość i spytał leżącego:

- Co to jest?

- Kura. - rzeczywiście. Obrazek przedstawiał kurę domową.

- Na pewno kura? - ten się go spytał zdziwiony.

- Za kogo panowie mnie macie? Na pewno to jest kura.

- A może pan się myli, może... - spojrzał na rysunek, a potem na niego. - ...może to nie kura, ale dajmy na to pies?

- Panowie, co to, w C.K. Dezerterów się panowie bawicie? To nie pies, tylko kura. Zwykła, domowa kura.

- Proszę się dobrze przypatrzeć. Twierdzi pan kategorycznie, że to nic innego jak wyłącznie stworzenie nazywane kurą.

- Tak! To jest kura! - powiedział już całkowicie wyprowadzony z nerwów.

- Spokojnie, dobrze. To jest kura! - przewrócił stronę i spojrzał na nią, a potem na niego. - A to?

- To jest pies. - tak było, przedstawiał tenże rysunek rosyjskiego terriera.

- A to?

- Lis. - znowu bezbłędnie.

- Dobrze, ostatni. A to co to jest?

- Pfff. - zrezygnowany prychnął. - Osioł. Tak jak pan!

Tak, to był osioł, ale lekarze się popatrzyli i elf-porucznik odparł:

- Osioł?

- A skąd panu do głowy w moim wizerunku przyszedł osioł? - goblin zamknął książkę.

- Pan to z charakteru, zwierzę Osioł było na obrazku.

- Może lekarz przypomina panu nieco osła? - spytał krasnoludzki sanitariusz. - Na przykład brat doktor, przypomina nieco osła, co?

Lwowski wstał, usiadł i z rękami wyglądającymi jak szpony krzyknął na pokój:

- Lekarz nie przypomina osła, do k**** nędzy!!! Odp********* się ode mnie!!!

Załamany położył głowę na dłoniach i jakby miał płakać. Całość usłyszała żona wchodząc. Kwadrans później dostał swój mundur, który okazał się być w latrynie. Na nim. Wyprała go w szpitalnej pralni starannie i dała Arcturusowi. Lekarze nie stwierdzili żadnej choroby, więc puścili go wolno. Ubrał się w niego, poszedł z nią do windy i ruszyli motorem z bocznym wózkiem umieszczonym po prawej gdzieś na polanę z dala od miasta. Tam się zatrzymali, spędzając miłe chwile ze sobą, wiadomo jak to kochankowie, na jedzeniu, piciu, gadaniu oraz romantycznych westchnieniach.

Tymczasem tak z dwa kilometry na północ od miasta i garnizonu, a kilometr od nich Stanislausa razem z Przemysławem też sobie przebywali. Tak jak oni jedli i pili, a nawet spędzili czas na rozkoszach cielesnych, jak tamta dwójka o dziwo. Dziewczyna z zamtuzu przestała się opalać wyłącznie w majtkach, założyła swoje czarne dżinsowe spodnie, na nie pas z piracką szablą, buty marynarskie na średnich obcasach oraz stanik i swoją biało-zieloną koszulę dowódcy statku. Przemysław leżał, pijąc obok niej wino.

- Chcesz jeszcze? - spytała biorąc gąsior napoju.

- Nie, dzięki - odparł.

- A ja tak.

Stanislausa znana była z picia alkoholu bardzo często. Zapięła koszulę na jeden, środkowy guzik i zamiast typowych czarnych jakie nosiła, wzięła i włożyła na swoje ręce czerwone - te do imprez organizowanych w jej CreepyTown. Jak pociągnęła z gwinta nie było możliwości, aby puściła dobry trunek z tarnin.

- To kiedy uciekamy z Centralii? - pytała a propos akcji "Ucieczka".

- Nic się nie zmieniło. Dziesiątego. - zajadał się kanapką z jajkiem i sałatą lodową.

- Bo z tego co mówiłeś może być nas za dużo.

- Jak to?

- Bo miało być nas trójka, a podobni robi się około dziesięciu uciekinierów. Ktoś zwróci uwagę że doszło do dezercji.

- A nie przyszło Ci do tej Twojej pustej głowy, że i tak się zorientują? - spytał lekko podenerwowany Przemek.

- No i co z tego? Zanim się zorientują to będziemy w Metropolii lub Lich City. A i tak ta cała wojna ma się ku końcowi.

- A co jak nie odwołają poboru? I tych regimentów ochotniczych? Co wtedy, mam zostać w Lich City i zamiast podróżowania oraz szukania grosza na przeżycie to mam jako żołnierz zarządzać "interesem mamusi", hę?

Stanislausa zrobiła się straszliwie zgorszona.

- Bo ty już mnie nie kochasz. - stwierdziła niemalże płacząc. - Stałam się dla Ciebie zupełnie obojętna.

- Oj przestań. - powiedział trochę ciszej, a potem spojrzał na nią. - Ja nadal Ciebie kocham. Nie martw się, nawet jak się skończy wojna to i tak będzie dobrze. Zobaczysz, okaże się jeszcze, że poborowych będą zachęcać by zostali.


<< Poprzedni rozdział Następny rozdział >>

Przypisy

  1. Na Kraju anomalie są tak normalne jak odwilż na wiosnę - ludzie wiele wieków się ich bali, nie-ludzie w większości nie.
  2. Piloci, będący członkami tego Regimentu są najlepszymi we wszystkich frakcjach nexusiańskich. Każdy z nich nosi przy pasie broń białą typu miecz lub szabla, a strój w jakim pilotuje samolot jest podobny w kształcie do zbroi stereotypowego średniowiecznego rycerza. To właśnie Rycerze Niebios walczyli w bitwie o Lich City zestrzeliwując większość bombowców, ale przez to stracili ponad 90 procent sił. Ranny został też sam wszechmonarcha.

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.