FANDOM


Artykuł w budowie.jpg Ten artykuł znajduje się obecnie w fazie pisania. Poczekaj aż autor skończy prace nad nim.
Po dwóch tygodniach dotarli do Galaktyki Fermiego. Zauważyli dużą aktywność w Hyper. Lecieli więc tak szybko i ostrożnie, jak mogli. Po ponad pół godzinie pobytu w układzie kosmicznym dotarli do Augusta – 5, gwiazdy, wokół której krążyła Oruja. Planeta była w klimacie podobnym do tajgi. Gęste bory porastały razem z lodem i śniegiem planetę. Mimo klimatu istniało mnóstwo czarnoziemiu, a minerałów istniało mnóstwo. Uprawiano ryż, kawę, sztuczną pszenicę „murud”[1], herbatę oraz owoce i warzywa, a pod wodą hodowano algi. Ze zwierząt rozpełzła się hodowla istot zwanych Unarith, będących połączeniem kozy i krowy. Wydobywano tam kwarc, złoto, uran, granit, marmur i lit. Stolicą Oruji była Nowa Tuła, jedno z dużych miast państwa Dekarim. Planeta była pięciokrotnie mniejsza od Ziemi.

- Oruja. – mówił William patrząc w Sali Odpraw na holoekran. – Mały świat z olbrzymimi hodowlami, polami uprawnymi i agromiastami. Zasiedlona przez Ukraińców, Ormian i Rosjan. Ciekawe, co tu robi Oświecony.

- Jeśli dobrze pamiętam, to nasz kolega ze studiów. – mówiła noseranka.

- Tak. Stonetell chyba nas pamięta, ale czy na pewno? Mam 30 lat i niewielu ze studiów kojarzę.

- Komandorze. – nagle odezwał się Saff. – Wykrywam oddziały stalkerów. Atakują miasteczko Oka.

- Co takiego? Pokaż to na dużym ekranie.

Fahrentis, Ta’zha’mull i Miles zauważyli kosmoloty. Toczyły się ciężkie potyczki milicji. Widać był remis. Mimo bombardowań lokalne siły wytrzymywały atak. Mimo to część miast działało normalne. Widać potyczki toczyły się w konkretnym miejscu dla konkretnego celu.

- Wygląda na to, że będzie mały problem. – powiedział Joseph zwracając wzrok w stronę komandora.

- Chyba tak. – odpowiedział mu spokojnie. – No dobra. Ruszamy pomóc im tam. Stonetellowi ratowanie tyłów by się spodobało.

Wzięli więc sprzęt i ruszyli na powierzchnię. Oruja była w większości oblężona, ale tylko Oka jeszcze istniała. Prawdopodobnie większość mieszkańców uciekła podczas ataku, lub co gorsza zginęła. Willy nie był pesymistą, więc zakładał, że się pochowali, bo Unia Planetarna i korporacje uczyły co należy zrobić w przypadku ataku na kolonię. Do promu, którym lecieli William, Ta’zha’mull i Joseph, strzelały stalkerskie kosmoloty. Nie były ludzkie. Były anosorenckie i oznaczone heraldyką Strażników Cesarskich. Wyglądały jak Me – 262 „Schwalbe”, gdzie zamiast . Mimo, że Zjednoczone Imperium Państw Anosorenckich, zwane skrótowo Zjednoczonym Imperium Anosorentów lub Krajem Anosorenckim upadło 50 lat temu, wciąż można było znaleźć maszyny tej frakcji.

- Będzie trochę trząść! – mówiła pilot. – Trzymajta się.

Robiła nim beczki, pętle i inne akrobacje, Tym pilotem była Yana Cooper. Doskonałość swych akrobacji zawdzięczała temu, że wychowała się w rodzinie pilotów, zarówno samolotów, jak i kosmolotów. Miles spytał się jej wtedy:

- Czy jest tutaj CKM?

- A na co Ci on? – spytała zdziwona.

- Czy jest?

- Tak.

- Wysunę go i będę strzelał do każdego ze stalkerów, jaki się odważy do nas strzelić.

- Joseph. – mówił z olbrzymim zdziwieniem William. – Chyba nie mówisz poważnie?

- Całkiem poważnie.

Joseph Miles był znany wśród rekartarów, jako „brawurowy kosmiczny kowboj”, ponieważ ścigał się na lotmotorach po pustynnych planetach i znany był ze swego odważnego, choć szalonego stylu życia. Kiedyś rabował banki w koloniach totalitarnych i rozdawał pieniądze biednym kolonistom. Firmy wynajęły Bractwo Cieniobójców, ale nawet skrytobójcy nie dali sobie z nim rady.

Wziął więc ciężki karabin maszynowy Lak’hag – 2042 K produkcji enderskiej i strzelał do kosmolotów. Broń była podobna do japońskiego ciężkiego kaemu „Typ 3 Taisho”. Miały tarcze energetyczne, ale ogień z promu przeszkadzał im trafić go. Jeden dostał od innego pocisku. To była milicja i jej fregaty. Nie czekając na przebieg wypadków, Joseph strzelił w silnik i zestzelił maszynę. Używał naboi energetyczno – jonowych, do walki elektronicznej i przebijania się przez tarcze, żeby pocisk trafił w dane miejsce. Postęp był cały czas olbrzymi, bo od kiedy jakiś gatunek wchodził w fazę kosmosu, dodawał do społeczności coś od siebie, co zmieniało wszechświat na zawsze. Na przykład ludzkie DNA pozwoliło na opracowanie wspólnego, syntetyczno – organicznego i rozpoczęciu tak zwanego projektu „Ewolucja”.

Walka przybrała na sile, a Joseph zaproponował ogień osłaniający z kaemu. W ten sposób miał zabezpieczyć walczących milicjantów i strefę lądowania. Wtedy przez komunikator odezwał się ich dowódca:

- Załoga promu. Zidentyfikować się!

- Tu Yana Cooper, pilot promu zrzutowego okrętu klasy ESV „Warszawa” pod tą samą nazwą, nalężący do rekartara Williama Fahrentisa. Prosimy o pozwolenie na lądowanie.

- Odmawiam zezwolenia. Płaski teren kontrolowany przez stalkerów. Mają rakiety przeciwlotnicze.

- Oczyścimy lądowisko z kaemu. Mamy wsparcie. Trzech ludzi.

- Trzech? No dobra. Tylko szybko. Naparzają w nas z granatników i snajperek.

Czernobylec strzelał do żołnierzy z granatnikami i rakietami pelot. Szło mu całkiem skutecznie, a raz trafił w jedną z cystern, która tak wybuchła, że spaliła większość stalkerów. Pozostali, a było ich czworo, wycofali się.

- Czysto. – zameldował. – Można lądować.

Prom natychmiast wylądował i wyszli z pojazdu. Miles postanowił zostawić cekaem na pokładzie promu, który odleciał na okręt.

- Stać! – zawołał z tyłu ich oddziału głos.

Milicja była słabo uzbrojona, miała bowiem jedynie strzelby, pistolety i karabiny maszynowe. Oficer był durem. Miał kaem i zielony beret. Spytał się ich:

- Który z Was to William Fahrentis?

- Ja. – odpowiedział rekartar.

- Chodźcie więc.

Poszli do tuneli, ale były puste.

- Gdzie są mieszkańcy? – spytała się oficera Ta’zha’mull Ga’rida.

- Wysłani do innych układów lub poukrywali się na pustyniach lodowych. Nie dbam o to. Chcę wiedzieć, co tu robicie?

- Szukamy niejakiego Jamesa Stonetella.

- Tego oświeconego? Jak pamiętam, to przebywał gdzieś w okolicach Placu Paleologa. To na północny wschód stąd. Po drodze pełno barykad stalkerskich psubratów. Mają cekaemy, snajperki i moździerze. William. Mam coś dla ciebie. Chodź.

Drużyna nie chciała jednak opuszczać swego dowódcy więc poczekali w przejściu. Milicyjny dowódca podszedł do miejsca, gdzie składowano granaty i karabiny. Z pudełka wyciągnął jakiś ukaem przypominający radziecki karabin PK. Miał pudełkowe ogniwo i celownik.

- Pamiętam Twojego ojca, Williamie. Był dobrym człowiekiem. Weź to, pomoże Ci.

- Co to jest? – spytał się Willy.

- To jest Bianca, uniwersalny karabin maszynowy Dmitrija Bowołosa – Fahrentisa, najlepsza broń w całym wszechświecie. Ciężka, ale w odpowiednich rękach potrafi stworzyć prawdziwe piekło. Weź ją. Bowołosi i Fahrentisowie mieli ten karabin. Teraz czas na Ciebie.

- To bardzo ładna zabaweczka, ale dlaczego pan mi pomaga?

- Bo jeśli dasz radę wraz ze swymi kompanami przegonisz agresora, to sam Spokawal i Twoi rodzice zesłali nam Ciebie, terraninie. – powiedział wierząc, że im się uda. – A poza tym sądzę, że nie brak Ci tego, co miał ojciec.

Galaktyczny Kościół Spokawala był jednym z najbardziej licznych. Mieszały się w nim doktryny chrześcijaństwa i konfucjanizmu[2]. Wierzono, że Spokawal jest jedynym istniejącym bogiem, a świat pozagrobowy dzieli się na dwie sfery – niebo, nad którym władzę ma Spokawal i anioły oraz piekło, gdzie rządzi Chaos i dzieli się na różne domeny zła.   - Ruszajmy dalej. Nie powinniśmy dalej tak stać. - odrzekł wkrótce Willy.

Miles, Ga'rida i Fahrentis wyruszyli najszybciej, jak tylko mogli w kierunku Placu Paleologa, jednocześnie uważając na wszelki możliwy ostrzał. Z racji braku pojazdu do szybkiego przemieszczania się poszli piechotą. Trójka uważała na budynki i ciasne uliczki, w których mogły być pułapki albo Stalkerzy. Z placu wyruszyli zrujnowaną, pełną wraków Ulicą Kiereńskiego, dalej skręcając w Reagana i idąc szeroką Aleją Dziesięciu Tysięcy, nazwanej tak na cześć bohaterskich żołnierzy złożonej z 10 tysięcy czołgów antygrawitacyjnych, którzy oddali życie by zatrzymać wojska Koalicji Rozejmu idące na ważną dla Unii Planetarnej planetę. Idąc powoli aleją doszli do Placu Paleologa, ale nagle odkrył ich oddział Stalkerów.

- Tam są. - mówił dowódca. - Dorwać ich!

- Jasny gwint! - mówił Fahrentis.

Natychmiast ukryli się za spalonymi grawi-autami. William przygotował podarowaną przez dowódcę milicji Biancę, okazując się wyjątkowo lekkim nawet jak na karabin. Ta'zha'mull schowała się na lewo od niego za jakimś zniszczonym promem, a Miles usadowił się w opuszczonym sklepie ukrywając się za gablotką i tam stawiając karabin snajperski, który wziął od zabitego w nim żołnierza milicji.


<< Poprzedni rozdział

Przypisy

  1. Sztucznie wyhodowane przez polsko-francusko-radziecki zespół naukowców zboże, które dawało większe plony oraz większe kalorycznie produkty.
  2. Wiara powstała zdecydowanie wcześniej niż ludzie zdołali odkryć inne rasy.

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki