FANDOM


Artykuł w budowie Ten artykuł znajduje się obecnie w fazie pisania. Poczekaj aż autor skończy prace nad nim.
Była 4:30. Piętnaście minut temu opuściłam mieszkanie po cichu, zostawiając stryja. Przyszli wkrótce wojskowi i zabrali mnie do czegoś, co można nazwać ciężarówką kroczącą. Ruszyłam do bazy. Tam dostałam ciuchy w jakie miałam się ubrać, a wszystko w kolorze szarozielonym lub khaki. Miałam teraz na sobie dżinsowe spodnie i bluzę koloru khaki, czarne kamasze, szarą podkoszulkę, szarozielone rękawiczki, chustę na głowę oraz pałatkę założoną w rodzaj peleryny. Dali mi też karabin snajperski Bielski wz. 43, ale pozwolili mi zatrzymać dotychczasowy oręż. Musicie wiedzieć że mam wyjątkowo celne oko i pierwszego mutanta zabiłam z kilometra przy pomocy karabinka z celownikiem mechanicznym jak miałam dopiero 13 lat. Mutanty żądne naszej krwi czyhały niemalże wszędzie. Kiedyś, przed zagładą, było ponoć ładnie. Ptaki ćwierkały, myszy gdzieniegdzie piszczały, robaki wychodziły z ziemi, koniki polne skakały, a pająki tkały pajęczyny. Do lasów i ogrodów można było sobie pójść kiedy się chciało bez obaw o zdrowie. W ZOO podobno były egzotyczne i regionalne zwierzęta, zwane słoniami. A dzisiaj? Tylko nagrania, zdjęcia nam zostały. Prawie nic nie przetrwało. To co powstało po apokalipsie chciało nas pożreć.

- Co tam, Fil? - spytał się mnie żołnierz z karabinem maszynowym.

- Chcę wiedzieć gdzie jedziemy. - odparłam.

- Stąd, czyli z kotłowni ruszamy do Starego Miasta. Tam dowiemy się co mamy zrobić. Tak w ogóle mamy nową nazwę - Oddział Kazimierz.

- Ciekawe. Przedstawisz mnie innym?

- Jasne.

Zaprowadził mnie do reszty, jak się okazało byłam jedną z trójki bab w całym oddziale.

- Chłopaki, baby, to Fil. Jest naszym strzelcem wyborowym i medykiem.

- Hej. - przywitałam się. - Właściwie Fil to mój pseudonim.

- I tak się w oddziałach specjalnych porozumiewamy. Jestem Siwy, z powodu tego naturalnego białawego koloru włosów. Pełnię funkcje takiego typowego kierowcy.

Faktycznie, wtedy dopiero zauważyłam że choć był młody miał całkiem siwe włosy pod tym kapeluszem wojskowym.

- Dres. - powiedział ten z CKM-em podziemnej produkcji o wdzięcznej nazwie Guziec, wyglądający na hybrydę Madsena z RPD.

- Gwidon. - odparł facet z karabinem automatycznym StG-44. Miał niemiecki akcent, więc trochę kaleczył nasz język.

- Robert. - odparł ten ze strzelbą Winchester Model 1912. Spytawszy się Siwego czy to nie jest jego prawdziwe imię usłyszałam, że ma inaczej na imię, ale całkiem podobnie do pseudonimu.

- Ogryzek. - odparł karłowaty facet w średnim wieku z karabinem samopowtarzalnym AF-41 i pistoletem Luger P08.

- Mia. - przywitała się oschle młoda blondynka z karabinem maszynowym AK-47 oraz pistoletem TT-38.

- Matrioszka. - przedstawiła się ta z rosyjskim akcentem wyposażona w Chauchata kobieta, która prawdopodobnie pochodziła z jednej ze stacji metra, jaka istniała w okolicy Cerkwi św. Jana Klimaka.

- A to nasz dowódca. - przedstawił mi Siwy atletycznie zbudowanego gościa z karabinem samopowtarzalnym ŁAF-40. Jak się okazało był nim Kowalski, co to za pseudonim przyjął nazwę Uszaty.

- Uszaty. A ty jesteś Fil, tak? Jaki chcesz mieć pseudonim?

- Cóż, niespecjalnie się w tym specjalizuję.

- Wybierz sobie jakikolwiek.

- Może niech będzie... - tutaj pomyślałam tak z kwadrans minuty. - bo nazywam się Filippa, niech zostanie Fil.

- Niech będzie. - odparł z pewną dozą smutku i rezygnacji.

- Dokąd ruszamy?

- Do Starego Miasta. Zdamy im tam raport.

- A jak wyruszymy? - spytał Uszatego Gwidon.

- No cóż, Frycu. - odpowiedział mu Siwy. - Przez tunele, będzie najrozsądniej.

- A co jak nas złapią mutanty? - wtrąciłam się.

- Mamy broń przecież.

- No tak.

Więc ruszyliśmy. Wsiedliśmy w coś co można nazwać ciężarówką, wyglądało to tak jakby ktoś zrobił pojazd tak, że z przodu przypominał motocykl z osłoną, po bokach jakby wagon jakiejś kolejki górniczej, a z tyłu koniec jakiegoś pociągu pasażerskiego, gdzie był ustawiony CKM z miotaczem ognia pod lufą. Ruszaliśmy z Kotłowni, dla mnie był to pierwszy moment. Ruszyliśmy główną drogą, jechaliśmy całkiem sporą drogę. Wkrótce spokój się skończył, Kowalski zrobił skręt w mroczne przejście ziejące smrodem tak potężnym że nie wiem.

- Co to za szambo? - spytała się Matrioszka.

- Stary tunel ściekowy. Nasza fura to również amfibia, zobaczcie.

Gdy tylko tak jechaliśmy skręciliśmy w skręt w prawo, który doprowadził nas do zrujnowanego kanału. Fekalia były w tej wodzie wszędzie.

- Ten pojazd do czego służy?

- To wynalazek Mechaników z Dworca Zachodniego. Połączyli motory z przodu z tym co było kolejką górniczą i zrobili ściany zamykane automatycznie na wypadek zanurzenia. Wtedy pojazd w środku jest niezwykle szczelny, a normalnie to taki pół-motor pół-wagon z dodatkiem specjalnej obudowy, która umożliwia nam pływanie po powierzchni wody.

- Wytrzyma atak mutantów i oszalałych maszyn?

- Na pewno. To skrót do Starego Miasta, ominiemy Gildię i Arsenał, wiem co robię. Tą furgonetkę nazwałem Ketling.

- Na cześć bohatera z Pana Wołodyjowskiego? - spytałam się Kowalskiego.

- Zgadza się.

Cuchnęło niesamowicie. Wkróce Kowalski krzyknął:

- MASKI!!!

Włożyliśmy więc maski ochronne, a że nasze mundury też były wręcz kombinezonami na wrogie środowisko. Nasze ciuchy nic nie przepuszczały, ale jak chcieliśmy wyjść na powierzchnię to musieliśmy już mieć noszone na podorędziu pancerz wspomagany. Prosto się go zakładało, tak jak normalne ubrania. Wystarczyło wejść, zapiąć suwak i wyglądało się jak jakiś ufok. I tak w maskach nasze twarze było widać, ale mieliśmy te mikrofiltry, jakie ludzie opracowali w czasie rozejmu verduńskiego. Faktycznie, było gęsto od tych oparów w tym tunelu.

- Co to jest? - spytałam. - Szambo?

- Żeby tylko. - odparła Matrioszka rozglądając się, czy coś nie wylezie. - Szambo to wcześniej było. Teraz to VX, najgroszy syf wymyślony przez człowieka.

Znałam ten gaz bardzo dobrze, bo wykończył moją matkę, jak byłam dzieckiem. Biedaczka zadusiła się w swoim własnym ciele, tak mi wujek później mówił.

- Ale powinniśmy już nie żyć.

- Żyć będziemy. - odparł Siwy. - Szambo się zmieszało z gazem i innymi gazami, zmieniło skład. Przynajmniej nie musimy zakładać kombinezonów. Obyśmy nie musieli wyjść na powierzchnię.

- Wyjdziemy, jak nam Centrum nie pomoże. - stwierdził Kowalski. Dowódca mnie zaskoczył.

- Przecież płyniemy do Starego Miasta. - odpowiedziałam.

- Na stacji metra Centrum żyją Centryści, ale frakcja Centrum to Stare i Nowe Miasto. Było kiedyś Stare Centrum i Nowe Centrum, w latach 70. mutanty ich przyskrzyniły. Mieli inteligencję i wojskowych, więc ich odparli, a potem połączyli się w zjednoczone Centrum. Rozbudowali się, zniszczyli gniazda tych diabelstw i wkrótce wyszli na powierzchnię. Byłem tam w oddziałach stalkerów, jak zobaczycie powierzchnię to nie uwierzycie. Zniszczyliśmy gniazda pterodemonów, a nazwaliśmy tak, bo wyglądały jak stereotypowe monstra biblijne z twarzą i pazurami pterodaktyla, zwierząt z czasów dinozaurów. 15 marca 1981 roku zdołaliśmy wyplenić mutanty raz na zawsze, w tamtym czasie zamurowaliśmy okna specjalną siatką berylową i żelazobetonem - nowym rodzajem betonu łączącego twardość stali z termoodpornością betonu. Za czasów Wielkiej Wojny Światowej budowano nim wszystkie wojskowe konstrukcje. Ja tego aż tak nie pamiętam, ale mój stary owszem. Urodził się w 1914 roku, w roku kiedy się ta cholera zaczęła. Dzięki wojnie mamy niepodległość? Nonsens. Równie dobrze mogliśmy ją mieć w 1830, gdyby szlachta się nie wahała i nie bawiła w stolicy. Z góry przepraszam tych, co korzenie szlacheckie mają, ale chyba mogę mieć swoje zdanie. Co się zdarzyło pod koniec wojny wiecie - zagłada. Hitlerek jeden postanowił sobie w akcie desperacji, bo Berlin był na wyciągnięcie ręki, wystrzelić wszystko co miał. W ślad za Niemcami poszła reszta, a kilka minut po Osi nasi wystrzelili. Mój ojciec i matka nie zeszli jak większość do kanałów, ale na stację metra "Filtry", bo w pobliżu była. Naukowcy zrobili, jak się okazało, coś co nazywali "Ocalenie Ludzkości". No ładne mi ocalenie. No ale przetrwaliśmy. Zbudowali arsenały, farmy, systemy sanitarne, kuźnie, mieszkania oraz fabryki podziemne. I pomyśleć że to wszystko zaledwie w trzy lata po zrzuceniu przez Oś Krajów Radziecko-Faszystowskich bomb atomowych na Mińsk i Curitibę, a w tym czasie zrzucili na Drezno i Frankfurt nad Menem. Później używali atomówek na froncie na masową skalę, aż produkowano neutronowe oraz mniej zagrażające środowisku, ale i tak były środkami masowej zagłady.

- A 20 marca 1950 roku cały stary świat poszedł się jebać, czort wazmi! - wulgarnie odparła Matrioszka. - A mama mówiła mi, "Hospodi, jaki piękny świat zniszczyliśmy?", bo były też i inne miasta na powierzchni.

- Oczywiście że były. I nadal są. Parę odbudowało swoje porty, inne są połączone siecią podziemnych kolei, naszpikowanych masą rozmaitych zabezpieczeń przed mutantami. Warszawa ma połączenie między innymi z Łodzią. Przetrwali tam dzięki podziemnej fabryce, nawet 1/5 miasta przeżyła w podziemiach tą hekatombę. Ocalało też parę wsi, jakie nie były w pobliżu baz wojskowych czy węzłów komunikacyjnych, ale nie pociągnęły długo. Ostatnie miejsce zdatne do życia to ponoć było Zakopane, ale mieszkańcy Podhala zrozumieli że świat się zmienił. Zeszli powoli do kanałów albo zmienili jaskinie w bunkry. Skała swoje robi, filtruje nawet napromieniowaną wodę w czystą i zdatną do spożycia na miejscu. Natura jeszcze aż tak nie oszalała. W kwietniu zaczęła zanikać komunikacja, było ciężko, ale na Nowy Rok 1951 udało się nawiązać połączenie z odciętymi w Mińsku Mazowieckim. Udało się z nimi połączyć. Później udało się rozbudować dalej tunele, połączyliśmy się z tymi w Modlinie. Sobie kopułę nad twierdzą stworzyli, że nie mogę uwierzyć. Pamiętam jednak że odebraliśmy sygnał od Transatlantyckiej Centrali Radiotelegraficznej, tam w Lesie Boernerowskim, tak mi ojciec mówili. Potem przybyli na Wolę, bo mutanty i szalone roboty opanowały Bemowo. Potem w latach 70. XX wieku odzyskaliśmy ją, ale nie bez walki. Jakoś się jednak udało. I tak nawiązaliśmy kontakt z zagranicą.

- Pamiętam jak czytałam podręcznik od historii u Mechaników - wtrąciła się Mia. - Ponoć ocalały niemal wszystkie miasta i większość wsi.

- Dobre i to. Ale ograniczyło to populację. Ludzi się liczy na świecie w setkach milionów, a przed Wojną było nas nawet miliard, może i dwa. Nie pamiętam, ojciec i matka mnie mówili, bo wtedy prasa drukarska rzadkością była. Dzięki Mechanikom ją mamy.

Kiedy tak płynęli Ketlingiem wkrótce dopłynęli do skrzyżowania. Na wprost przejście było zawalone.

- To co, jak teraz? - spytałam.

- W lewo. - stwierdził Gwidon.

- A gdzie tam, kurna. brzydko odparł Dres. - W prawo dawaj.

- Matrioszka, co sądzisz? - szepnęłam do niej.

- Daj mi się skupić, coś czuję.

- Według mapy powinniśmy płynąć na północ, co też zrobimy, a potem w prawo.

- Nie! - stanowczo zaprzeczyła Mia.

- Coś nie tak? - spytałam, bo Mia zachowała się bardzo dziwnie.

- Zagrożenie psychiczne w prawo jak skręcimy w lewo. Po tym musimy płynąć w lewo i dopiero później w prawo, bardzo ostro.

- Co jest z tym tunelem?

- Duchy, zabiją nas, anomalia dla was, dla mnie nic nie zrobią, ale nienawidzą was, bo wy nie jesteście silni psychicznie, zniszczą wasze dusze, ja wiem jak trzeba przejść.

- Co ty mi tu, kurwo, bredzisz? - spytał ją wulgarnie Dres. Bezczelnie ją szturchnął, jak na żula przystało.

Ale ta krzyknęła, ten się złapał za głowę i wył jakby mu ją odcinali. Kiedy przestała odsłonił uszy - leciała z nich czerwona farba. Ale ja słyszałam jedynie nieprzyjemny pisk z maski przeciwgazowej.

- Echo, babo jedna, nie słyszysz? - spytał ją Dres.

- Nie echo, lecz czary, jak je nazywacie.

- Gusła i tyle. - stwierdził Gwidon, ale Mia tylko podniosła telekinetycznie jego pistolet, a następnie ten opadł do kabury.

Nie spodobała mi się ta dziewczyna. Słyszałam że podczas Wielkiej Wojny Światowej eksperymentowano z czymś co nazywali psioniką.


<< Poprzedni rozdział

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.