FANDOM


Artykuł w budowie Ten artykuł znajduje się obecnie w fazie pisania. Poczekaj aż autor skończy prace nad nim.
Było lato na pewnej terrańskiej planecie. Gdzieś w okolicach miasta Nowy Lwów młody, dwudziestopięcioletni mężczyzna rasy ludzkiej zajmował się uprawą pszenicy na wielopoziomej farmie liczącej 4 piętra po jedno pole na piętro. Budynek ten miał też czteropoziomową część mieszkalną, urządzoną jak wielki dom wolnostojący połączony z farmą jakimś swego rodzaju sporym tunelem. Cały ten "blok" był w rzeczywistości domem dla małej, trzyosobowej rodziny Fosterów. W jej skład wchodził ojciec mężczyzny - William, jego żona i matka młodzieńca o nazwie Olivia oraz właśnie pracujący nad tym aby plony były obfite człowiek - Juan. Rodzina Fosterów miała poważaną renomę, zarobiła krocie na ponad trzystuletnim handlu zbożem. Ponoć jego dziadek walczył w krwawej Wojnie Gildii. Fosterowie żyli sobie spokojnie, sprzedając na giełdzie 1/3 swoich owoców pracy, kolejną 1/3 oddając planecie, zaś resztę zatrzymując dla siebie. Nie odmawiali darmowego chleba ludziom co nie mieli dachu nad głową, wożąc do przytułków bohenki chleba. Prócz pszenicy uprawiali ziemniaki, jabłka, grykę, mieli nawet uniritary - rodzaj winogron z innej planety, które miały bardzo słodkawy smak.

Planeta na której mieszkali zwana była Zhong i była czwartą planetą w tym układzie, terraformowaną przez mieszkańców za ciężkie pieniądze. Leżała w układzie Salazar, nazwanym na cześć założyciela Estado Novo, portugalskiej dwudziestowiecznej dyktatury. Układ leżał na granicy wielkiej luźnej federacji wielu rozmaitych terenów znanej jako Wspólnota Nexusiańska. W kierunku galaktycznej północy już był izolacjonistyczny i faszystowski Kombinat, czyli jedno z tysięcy państw nie należących do Wspólnoty, wśród której była również ojczysta planeta ludzi - Ziemia. Na wschód istniało Imperium, monarchia absolutna rywalizująca z federacją i widząca w niej przegniły twór administracyjny. Gdzieniegdzie po próżni latały przeklęte okręty gwiezdne Żywiołów Pierwotnych - Ładu nienawidzącego wolności i Chaosu dążącego do anarchii. Były rozmaite instytucje co to zwalczały te grupy.

- Juan! - krzyknęła do niego matka.

- Co jest, mamo?

- Chodź, musisz iść na miasto.

- Po co?

- Po zakupy.

- Nie ma sprawy. Po jakie?

- Chodzi o mięso i kilka innych rzeczy. Jak chcesz to kupisz też sobie słodycze i chipsy. Jedź ostrożnie, weź nasz pickup.

- Dobra.

Dostał więc kluczyki i włączając silnik antygrawitacyjny natychmiast ruszył tym latającym nieco nad ziemią pickupem w stronę stolicy Harikeru - Amongradu. Dojechał na targ a tam Juan, odziany w typowe dla siebie niebieskie długie spodnie, białą koszulę T-shirt, niebieskie adidasy i skarpetki miał zwinięte w kok włosy szatynowe po ojcu oraz zielone oczy po matce. Wyruszył by kupić tam co nieco też dla siebie, a lubił bardzo słodycze. Wrócił szybko, miał później wolny czas dla siebie i zajął się graniem w gry oraz składaniem modeli maszyn z III Wojny Światowej, zwanej też przez wielu VI Wojną Ziemską. Pierwszą była o sukcesję hiszpańską, drugą siedmioletnia, trzecią napoleońskie, a czwartą i piątą konflikty jakie nazwane były teraz Wielka Wojna Mocarstw Kolonialnych oraz sześcioletnia Wojna Ideologii. Ta Wielka uznano że toczyła się przez dziewięć lat, czyli do końca wojny domowej w Rosji. W nocy, jak to miał w zwyczaju wymknął się z kolegami, aby sprawdzić swoje zdolności do walki, psioniki i wielu innych.

- Cześć Juan. - przywitał się z nim kolega odziany niczym jakiś zakonnik, z tej samej rasy co on.

- No cześć, Matt. - podali sobie ręce. - Co tam u was?

- A nic, normalnie.

- Ciebie też miło widzieć, Gormokh. - tutaj zwrócił się do orka odzianego w kurtkę skórzaną i dżinsy, elastyczne buty z goretexu oraz w koszulce czerwonej.

- To co robimy, grupa? - zapytał.

- Wczoraj obrabowaliśmy bank tego padalca, Pedrosa. Nie wiem co dzisiaj.

- Może na stary poligon Zakonu Rycerzy Miecza Równowagi. Może jest tam coś niezłego.

- E, nie. - stwierdził ich kolega z rasy intarian, co to wyglądał jak człowiek o łuskach, ogonie i głowie smoka.

- Masz jakiś pomysł, Hoerithozie?

- Tak. Niedaleko na Wydmach Polskich znajdziemy stare centrum dowodzenia Koalicji Arkturiańskiej. Jak była Wojna Gildii uciekli w popłochu.

- No to dalej, może znajdziemy jakieś rzeczy dla siebie.

Ruszyli więc na swoich grawi-motocyklach w tymże kierunku. Kiedy tylko dojechali do wzniesienia zobaczyli jak na niebie sunie coś co wchodziło do atmosfery.

- Co to może być? - spytał się Hoerithoz.

- A kto tam wie? - odparł na jego pytanie Gormokh. - Może jacyś wojskowi przybyli z patrolu?

- Pewnie masz rację. Ewentualnie jacyś handlarze z dalekich układów, może nawet z innych państw niż tych ze Wspólnoty.

- Może Kombinat?

- Może i tak.

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.